By ju wieczr, a od niezbyt dalekiej rzeki cign biaawy tuman, ktry kbi si tu nad ziemi, midzy czarnymi pniami sosen. Gdy wracaem, byo ju prawie ciemno, a mga sigaa do piersi i stale jej przybywao. Cieszyem si z tego. Taka pogoda najlepiej nadaje si do podchodzenia nieprzyjaciela. 